Mogą sobie pozwolić przecież na wszystko, czego tylko zapragną? A czego oni najbardziej pragną?
Ale być może oni w rzeczywistości robią też inne rzeczy. Np. inwestują w sport, a nawet go uprawiają? Są tak bogaci, że mogliby nic nie robić, a męczą się uprawianiem sportu? Czy to możliwe? Ależ tak!
Nie myślę tutaj o tych facetach, którzy bawią się sportem jak breloczkiem przy kluczach od samochodu, bo zainwestowali spore sumy pieniędzy w znane kluby.
Faktem jednak jest, że aby taki klub sportowy posiąść i latami go utrzymywać, trzeba być naprawdę bardzo bogatym człowiekiem – najlepiej miliarderem. Wie coś na ten temat jeden z najbogatszych ludzi na świecie – Roman Abramowicz (londyńska Chelsea) oraz nie mniej bogaty Rinat Achmetow (ukraiński Szachtar Donieck). To dzięki ogromnym pieniądzom i rozległym wpływom Achmetowa mamy przyznaną organizację Euro 2012.
Także w Polsce na kluby sportowe stać tylko najbogatszych ludzi: Mariusz Walter (Legia Warszawa), Bogusław Cupiał (Wisła Kraków), Zbigniew Drzymała (Groclin Grodzisk Wielkopolski/Śląsk Wrocław), Antoni Ptak (Pogoń Szczecin), Ryszard Krauze (Arka Gdynia i Prokom Trefl oraz sponsor sióstr Radwańskich i fundator prestiżowego turnieju tenisowego w Sopocie), Roman Karkosik (klub żużlowy w Toruniu), Janusz Filipiak (Cracovia), Krzysztof Klicki (Kolporter Korona Kielce), Jacek Rutkowski (Lech Poznań) – oto nieliczni, ale majętni i wpływowi baroni polskiego futbolu. Posiadanie własnego klubu piłkarskiego musi być związane z dużą frajdą, choć nie zawsze jest to przedsięwzięcie dochodowe. Jeden z najbogatszych Polaków ostatnich lat – jeśli nie najbogatszy – multimiliarder dr Jan Kulczyk – nosił się przez jakiś czas z zamiarem kupna synowi pierwszoligowego Lecha Poznań. Ta swoista ojcowska miłość jest w rodzinie Kulczyków przechodnia, bo swój pierwszy milion dolarów pan Jan dostał od swojego ojca w prezencie. Syn Jana Kulczyka jest autentycznym pasjonatem piłki nożnej i podczas meczów zwykle zasiada w sektorze VIP-ów na stadionie Lecha. Widziałem go tam wielokrotnie, za każdym razem dziwiąc się temu, jak niepozornym i skromnym człowiekiem jest ktoś, kto może być właścicielem tego miejsca, łącznie z ławeczką, na której siedzę i wszystkimi długonogimi hostessami, które promiennie uśmiechnięte podawały mi gorącą herbatę z cytryną w chłodne dni, a zimne drinki w dni gorące. Jednakże Lech był w owym czasie nazbyt zadłużony, więc rozsądny tata Kulczyk rozważał kupno dla syna jakiegoś mniejszego, ale finansowo zdrowszego, prężnego klubu szkockiego.
Ale nie o nich miało być. Miało być o tych, którzy będąc najbogatszymi Polakami, jednocześnie intensywnie uprawiają sport. Lub uprawiali go, a teraz zajmują się pomnażaniem pieniędzy, jak np. Zbigniew Boniek – niegdysiejsza ikona polskiego futbolu, dziś wiceprezes Widzewa Łódź – czy też słynny kiedyś tenisista Wojciech Fibak.
Od ekstremalnego wysiłku fizycznego nie stroni biznesmen-filozof i ekscentryczny zarazem polityk Janusz Palikot, niedawny właściciel Polmosu Lublin z wiodącą marką znaną chyba wszystkim facetom w całej Polsce, o swojskiej nazwie „żołądkowa gorzka” (skądinąd słodka). Wraz z innym filozofem – Markiem Kamińskim – Palikot wybrał się kiedyś na Biegun Południowy, co jest zadaniem zarezerwowanym zdecydowanie dla twardych gości. Inni wolą w tym czasie uprawiać heliboarding lub heliskiing, bo wymaga to znacznie mniej wysiłku, a daje dużo więcej zabawy, niż wędrowanie po lodowatych pustkowiach przy temperaturze minus kilkadziesiąt stopni Celsjusza. W takiej temperaturze wódka przybiera postać ciała stałego i słusznie może być wtedy nazywana „lodową”. Do takiego drinka nie trzeba już dodawać kostek lodu. To taki lizak dla dorosłych.
Przychodzi mi do głowy jeszcze kilka innych mniej lub bardziej znanych postaci: Michał Sołowow – cyklicznie konkurujący z Janem Kulczykiem o tytuł najbogatszego Polaka oraz Marek Dochnal. Każdy z nich ma innego konika, przy czym w przypadku tego ostatniego nie jest to tylko przenośnia. Dochnal uprawia bowiem rzadkie w Polsce hobby, jakim jest konne polo. To elitarna gra, na której turniejach regularnie bywa królewska rodzina brytyjska, a namiętnie grywa w nią książę Karol oraz jego dwaj synowie: Harry i William. Grywają w nią także znani aktorzy – jak Tommy Lee Jones – kibicuje zaś z upodobaniem John Travolta.
Marek Dochnal wydaje się towarzysko i społecznie nieco odstawać od tego towarzystwa, ale to właśnie on nie tylko z upodobaniem grywa, ale i propaguje polo w Polsce. Choć, jak twierdzą niektórzy, winno się raczej napisać: „propaguje siebie poprzez polo”. Bo to jest naprawdę droga zabawa; znacznie kosztowniejsza, niż elitarny golf czy tenis, choć może mniej wymagająca finansowo, niż regaty żeglarskie drogimi jachtami. Jednakże już sam strój do uprawiania polo to wydatek sięgający nawet 10 tys. zł. Nie wspominając już o koniu o odpowiednich warunkach fizycznych i predyspozycjach: jego kupnie, szkoleniu i przede wszystkim utrzymaniu. A skoro o koniach jest mowa, to warto wspomnieć i o tych koniach mechanicznych, z którymi znacznie częściej ma dziś do czynienia większość współczesnych mężczyzn. Nie będzie chyba przesady w stwierdzeniu, że faceci mają bardzo osobisty stosunek do swoich mechanicznych rumaków: motocykli i samochodów. Są tacy, którzy traktują je nawet lepiej, niż swoje kochanki. I wcale nie zmieniają kochanek jak rękawiczki, lecz właśnie jak samochody. Bo auta są dziś znaczne szybsze niż kobiety. Niektórzy faceci słysząc „impreza” automatycznie kojarzą ją ze słowem „subaru”. Jazda takim autem jest dla nich prawdziwym techno-party.
Ci, którzy kupowali lub remontowali ostatnio dom bądź mieszkanie, mogli się już pośrednio zetknąć z Michałem Sołowowem lub też raczej produktami firm, które on kontroluje: Echo Investment (deweloperka), Barlinek (podłogi) czy Cersanit (ceramika). Zyski z tych i innych firm Sołowowa pozwoliły mu uplasować się w ścisłej czołówce najbogatszych ludzi w Europie Środkowej i Wschodniej. Od lat jego wielką pasją są wyścigi samochodowe i jazda bardzo szybkimi autami: na maxa. Ma spore osiągnięcia, choć specjalizuje się w wice-mistrzostwach (Polski, Europy). Poza tym jeździ także na nartach, gra w piłkę nożną i tenisa, ale przede wszystkim ujeżdża mocne maszyny z kilkusetkonnymi silnikami (Subaru Impreza WRX STI, Mitsubishi Lancer Evo). Wybiera kraje i miejsca, gdzie są najodpowiedniejsze drogi szutrowe. Potrafi tygodniami szaleć po bezdrożach Finlandii.
W okolicach swojej posiadłości jeździ tak szybko, że – zdaniem okolicznych chłopów – odbiera to mleko ich zestresowanym krowom. Niemal miesiąc stanowią dni, w których Sołowow startuje w rajdach samochodowych. Aby móc się do nich dobrze przygotować, zrezygnował ze wszystkich ważnych stanowisk nadzorczych w swoich firmach. A zrobił to po to, by móc ze spokojem uprawiać ukochany sport. Czy wy też tak potrafilibyście? To pytanie retoryczne – żeby móc pozwolić sobie na taki luksus trzeba zostać najpierw którymś z najbogatszych Polaków. Ale może zdarzy się to wam w niedalekiej przyszłości? Jakiej namiętności się wtedy oddacie?
Ustaw jako ulubiony
Zakładki
Wyślij mailem
Wyświetleń: 8281


















Gwar
Wykop
Del.icio.us
Google
Facebook











