„Płyta ta to niejednolita planetoida, czuj zwyczajnie, nie pytaj, nie wnikaj. Sens tu niby Ninja, pojawia się i znika, jak wątek u Dawida Lyncha” - tak w jednym z kawałków, podsumowuje swoją muzykę L.U.C, czyli Łukasz Rostkowski - facet odpowiedzialny za wokal, teksty, elektronikę i produkcję w Kanale Audytywnym.
Przesłuchując jego płytę po raz pierwszy, człowiek na chwilę traci świadomość. Czuje, że bajka, w której się znalazł przypomina jakiś schizofreniczny sen Żwirka i Muchomorka. Halucynogenne doznania są tu zasadnicze, stąd to grzybkowe skojarzenie.
Wita nas coś na kształt massive'owo-attack'owskiego intro (choć może to bardziej AIR) z odgłosami ścierających się mieczy w tle. Przed nami 25 przystanków na drodze upojenia słowno-muzycznego. Granice między nimi są zatarte, podobnie jak granice między gatunkami, które reprezentują. A'la tricky'owski trip hop miesza się tu ze zmysłowym jazzem Leszka Możdżera, elektroniką Smolika i delikatnym głosem Natalii Grosiak. Warstwa tekstowa budzi natomiast skojarzenia z mumio'wskimi skeczami sprzed lat i stylem składania rymów FISZ'a.
Ktoś kiedyś powiedział: „L.U.C flow ma potoczysty”. Fakt, jest w pewnym sensie niekontrolowany, ale przy tym pełen szalenie inteligentnych metafor. Z chaosu myśli wyłaniają się mądrości ludowe pokolenia „(...) subrealnych reakcji, toksycznych relacji, fałszu, przelewów i materiodewiacji”. Dla przykładu, te najbardziej czytelne: „Reklama, gówno i śmieci zostaną po nas, gdy nasze dzieci powybijają sobie zęby bombami”, czy „Ja Boży produkt w morzu produktów, jem, nie czuję skutków, zagubiony moduł w łańcuchu produktów, (...) hiperkonsumpcja, człowiek świnia”.
Przypowieść liryczno-muzyczna L.U.C'ka pozostawia w głowie psychodeliczne obrazy, m.in. pana „herbatowego miota”, któremu rzyg wymsknął się prosto do szklanki z herbatą; kosmitów planujących porwanie ludzi z miasta stu mostów; świata, w którym rządzi prąd, bo posiada kontakty; schiz rodem z poradnika magazyniera; podstaw działkowania; instruktażowej lekcji zakładania rodziny z kaloryferem i finałowej przemiany w przecier pomidorowy.
Jest to, zważywszy na permanentne wrażenie wszechogarniającego chaosu, przekaz niesamowicie spójny. Spójną całość tworzą także teledyski promujące album. Mamy tu do czynienia z zagubionym człowiekiem (choć może jest to już jakiś nowy poziom wtajemniczenia na drodze ewolucji), zwolennikiem raczkującej dziś idei SWITCH'ingu, opartej na wszelkich proekologicznych postawach i czynnej walce o poprawę stanu naszej cywilizacji (lub chociaż zwróceniu uwagi, że „hello, coś jest nie tak!”).
L.U.C dostrzegł problem, kiedy ten dopiero kiełkował w głowach wciąż jeszcze zbyt małych mas. Widać jednak, że siła rażenia jego przekazów, nie była wtedy (w momencie wydania albumu „haelucenogenoklektyzm”) wystarczająco silna, by ogarnąć mózgi Polaków. Świadczy o tym m.in. obsuwa z jaką ja sama trafiłam na twory L.U.C'ka. Porażka, moja porażka...
Na szczęście L.U.C dopiero rozpoczyna inwazję i już wkrótce, we współpracy z Rahimem (Paktofonika i Pokahontaz), zaprezentuje swój nowy projekt. Wyprodukowania i wypromowania albumu podjęła się ponownie wytwórnia Kayax. Miejmy nadzieję, że zaangażowany rodzimy trip hop, jak i reszta sztuki offowej, odciśnie w końcu znaczące piętno na rynku polskim.
HAELUCENOGENOOKLETYZM PRZYPOWIEŚĆ O ZAGUBIENIU CZASU
2006 KAYAX PRODUCTION, WWW.KAYAX.NET
Komentarze (8)
...
...

















Gwar
Wykop
Del.icio.us
Google
Facebook











