Pies wojny
Jako najemnik nie szukał jednak zemsty na Francji. Pozostał jej wierny, dlatego mógł zatytułować swoją samochwalczą autobiografię „Korsarz Republiki”. Mimo tego, że oficjalnie wyklęty, Denard w większości swoich misji działał w interesie francuskich rządów. Jego misje zwykle doprowadzały do sytuacji, w której niby-niepodległe państwo postkolonialne wzywało na pomoc swoich dawnych namiestników. Był więc klasycznym „człowiekiem od brudnej roboty”, czyli takiej, którą nie wypadało zajmować się służbom specjalnym europejskiego państwa, wzoru cnót.
Działał tam, gdzie Francja miała swoje interesy - w Afryce, Indochinach, ale także na Bliskim Wschodzie. Podejmował się współpracy nie tylko z wywiadem francuskim, ale także angielskim czy amerykańskim. Denard był prawdziwym antyrewolucjonistą i nie wstydził się tłuc tych, którzy przeszkadzali rządowi V Republiki, nawet jeśli byli to francuscy studenci w 1968 roku.
Najemnik wicekrólem
Na pewno najbardziej ukochał Komory. Ta wyspiarska republika wiele razy stawała się obiektem akcji oddziałów dowodzonych przez Denara (które odziedziczyły uroczą nazwę „Okropni”). Po raz pierwszy Denard odwiedził Komory w 1975 roku, kiedy on i jego ludzie pomagali buntownikowi przejąć władzę w państwie, usuwając ze stanowiska anty-francuskiego prezydenta. Ironia losu sprawiła, że w 1978 roku najemnicy ponownie wylądowali na Komorach, by obalić tego, kogo sami „zainstalowali” na szczycie. Jednocześnie z wygnania powraca wcześniejszy prezydent, który składa Denardowi propozycję pozostania na wyspach w charakterze dowódcy armii. I tak, przez 10 następnych lat, wieczny awanturnik osiadł na wyspach lecz najemnikiem być nie przestawał. Cenił sobie zwłaszcza tępienie komunistów w Afryce. Co więcej, świetnie odnalazł się w nowej roli - dowódcy gwardii przybocznej słabego władcy, którego być i nie być zależy od wielkich tego świata.
Rozkwitło także jego życie prywatne. W czasie, gdy mieszkał na Komorach, żenił się sześć razy i spłodził ośmioro dzieci. Nadal pozostając francuskim patriotą, Denard przyjął w tym czasie Islam. Od tej chwili znany był na Komorach jako Said Mustafa M'adhjou.
„Stary” na emeryturze
W 1989 roku zastrzelony został prezydent Komorów. Najemnik uciekł do RPA dzięki pomocy francuskich komandosów. Przez następne lata nie zbliżał się do swojej „drugiej ojczyzny”- nie mógł nic poradzić na trwonienie majątku, jaki pozostawił za sobą. Jednak w 1995 ponownie przeprowadza akcję swojego oddziału w wyspiarskiej republice. Urodzony w 1929 roku Denard pozostawał już wtedy w odwodzie. Jego kompani nazywali go „Stary”- przez szacunek. Ostatecznie, nieczęsto widuje się siwowłosych najemników… Tyran został obalony, a Denard mógł przez dwa tygodnie czuć się prawdziwym władcą Komorów. Potem na jego włościach wylądowali francuscy komandosi, co karze przypuszczać, że ta akcja nie była dostatecznie skonsultowana z V Republiką. Najemnicy poddali się bez walki.Na starość powrócił do ojczyzny, Francji. Za swoją działalność najemnika został skazany na 5 lat, ale był to wyrok w zawieszeniu. Państwo nie ukarało swego dzielnego, choć często niewygodnego żołnierza. Denard, chory na Alzheimera, umarł w 2007 roku. Odchodził w zupełnie innym świecie, niż ten, w którym walczył. Dla niektórych jego śmierć stała się symbolem końca epoki mroczno-romantycznych najemników, walczących o ideały…tyle, że za grube forsę.
Ustaw jako ulubiony
Zakładki
Wyślij mailem
Wyświetleń: 17863


















Gwar
Wykop
Del.icio.us
Google
Facebook











